O obsciskajacych sie mezczyznach bedzie. To byl niezly rok dla wrestlingu i mma, tak sie przynajmniej wydaje we wspomnieniach - bo jakby sobie na powaznie starac przypomniec niektore babole z pierwszych szesciu miesiecy 2008, zwlaszcza w WWE, to nie byloby juz to takie rozowe szkielko fantazji. Ale we wspomnieniach jest pieknie, a w pamieci pozostaja dwa zwlaszcza:


1.)
Ric Flair konczy kariere.
Wiadomo ze zakonczenia kariery w wrestlingu nic nie znacza, sam Flair mial ich kilka, a juz zapowiadany jest jego udzial w tegorocznej Wrestemanii. Ale piekna to ceremonia byla, pierwsza taka w historii zapasow, no i szacunek dla Rica - bo nie bedzie lepszego.
2.)
Brock Lesnar zdobywa pas wagi ciezkiej UFC
W sumie nie bylo sie co dziwic, bo takimi wielkimi piesciami to trudno przeciwnika nie znokautowac. Ale Brock mial cos do udowodnienia wszystkim wrestling-hejtersom z list dyskusyjnych mma. I udowodnil.
I w sumie slaby, choc krzepiacy nius bonusowy, czyli
Tomasz Drwal wreszcie wygrywa i dzieki temu zdobywa niepowtarzalna okazje pochwalenia sie swoim smiesznym angielskim na oficjalnej stronie UFC.
A w Japonii? Noworoczne imprezy, zwlaszcza
slynna gala k1 byly wypadly w tym roku raczej blado i choc bylo kilka dobrych walk, przyszlosc nie wyglada dla Nipponu najlepiej. Legendy postarzaly sie i przemysl, zdaje sie, odchodzi wraz z nimi.
Ale, w 2008 roku japonska telewizja wypuscila dwa niezwykle seriale - Last Friends i Muri na Ren'ai. Niezwykle bo pierwszy byl najwiekszym kupiszczem jakie w zyciu widzialem, a drugi to prawdziwe objawienie, perelka w stercie syfu japonskiego prajm tajmu. Nie liczac kablowki, bo kablowka jest fajna.
Ale o tych dwoch dzielach napisze juz wkrotce, bo notki sa godne oddzielnej.
Tyle podsumowaniem 2008. A Tsunku - Tsunku
byl jak zwykle w dobrej formie.